Wpisy archiwalne w kategorii

dzień jak codzień

Dystans całkowity:4778.00 km (w terenie 1911.00 km; 40.00%)
Czas w ruchu:198:15
Średnia prędkość:24.10 km/h
Maksymalna prędkość:49.00 km/h
Suma podjazdów:19884 m
Maks. tętno maksymalne:182 (95 %)
Maks. tętno średnie:169 (88 %)
Liczba aktywności:113
Średnio na aktywność:42.28 km i 1h 45m
Więcej statystyk

K..wa jak zimno i opornie...

Czwartek, 17 grudnia 2009 · Komentarze(0)
To była ciężka wycieczka.
Mróz chwycił bez żartów - ale prawdziwym wrogiem był śnieg , który wcale nie był śliski - mimo że na to liczyłem.
Zamiast tego, zamienił się w zmrożoną puchatą masę, która trzymała koła niczym błoto.
Wypompowało mnie to nie na żarty.
Optymalny strój - polar+windstoper+bawełniana bluza okazał się ok - ale szybko pokryłem się śniegiem i oparami przedostającymi się przez ubranie.

Ogólnie - był challenge - wróciłem mocno zajechany - rzecz jasna ze zmarzniętymi paluchami - chociaż, było lepiej niż wczoraj mimo 2x większego mrozu i minimalnie dłuższej wycieczki. Gimnastyka paluchów trochę pomogła. Choć trochę to nadal za mało...

Nogi zmarznięte na kość

Środa, 16 grudnia 2009 · Komentarze(1)
Zimno, śnieg i watr. To nie jest idealne połączenie - ale założyłem przejazd pętlą po mieście - z przejazdem po lesie. I udało się - acz nogi zmarzły mi na kość. Paluchy rozgrzewałem jeszcze długo. Ogólnie ostatnie 20 minut pokonałem z mozołem i nie było to najprzyjemniejsze.

Po powrocie, nim odtajałem - zdążyłem zakimać w wannie :)

Zimno, mokro i kijowo...

Piątek, 11 grudnia 2009 · Komentarze(0)
Ledwie wyszedłem z domu, zaczął pruszyć śnieg. Prz 2C to żadna radość, więc postanowiłem szybko przejechać swoje i wracać.
I może by się nawet udało, gdyby opad nie zaczął się po 20 minutach zagęszczać. Podkręciłem tempo żeby nie marznąć, ale zacząłem odczuwać przemakanie ubrania. Po godzinie z kawałkiem wróciłem. Bez przeziębienia - ale z niedosytem...

Nocna bujanka

Wtorek, 8 grudnia 2009 · Komentarze(0)
Z trudem się zebrałem - i w końcu pokulałem się po lesie. Błoto jak diabli - nie to co asfalt - suchy i stabilny. Oponki 2.1 to już trochę mało na tę porę roku. Każdy zakręt w terenie to była przygoda.
Końcówka już resztką sił. Grubo po północy - byłem już lekko wyjechany. Ale trip był przyjemny. Jak to w nocy.

Wieczorny trip

Środa, 25 listopada 2009 · Komentarze(0)
Miało być spokojnie - na 150 - i było - do czasu aż się rozgrzałem. Później jakoś tempo poleciało do góry z automatu. Ale było bez dąsów - noga dawała radę. Trochę chłodny wieczór - ale trip przyjemny.

Rozgrzewka po wyautowaniu

Niedziela, 22 listopada 2009 · Komentarze(0)
Miało być delikatnie i było.
Po wiruchu i tygodniowej rekonwalescencji - mogło być gorzej Nie było źle - ale nadal czuje się osłabiony.
Średnia 22 nie zahwyca - ale cieszę sie, że znów jestem "w siodle".
Brakowało mi tego diabelnie.

Będę potrzebował z 4 wyjazdów, żeby dojść do siebie i na nowo się zaaklimatyzować oraz przywyknąć na nowo do pedzi platformowych...
Rower - niezmiennie niezawodny :)

Szybka akcja w mieście

Wtorek, 20 października 2009 · Komentarze(0)
Był remote - więc nie było czasu na długie wycieczki - zresztą było zimno i wietrznie.
Do robo i z powrotem - dostarczyć klamoty do firmy - a potem po lesie do domu - lekko naokoło - ale bez większych tripów.
Tempo - w normie.

Delikatne śmiganie nocą

Czwartek, 8 października 2009 · Komentarze(0)
Dzień przed zawodami naszło mnie na lekki rozruch mięśni.
No niby się nie jeździ tuż przed startem - ale jakoś nie mogłem się powstrzymać.

Śmignąłem jak zefir po standardowych ścieżkach, wraz z zapleczem Malty. Było świetnie - zeszła mgła i mimo chłodu jechało się świetnie.
Deptałem delikatnie żeby tylko za mocno nie napinać nóg - ale mimo to tempo i tak skoczyło prawie do typowego.

Wewnętrzny poganiacz jest silniejszy od rozsądku.

Lekko rozstrojona tylna przerzutka, może jutro sprawić trochę kłopotów. Trzeba będzie uważnie motać łańcuchem na podjazdach...

Nocna hulanka wokół Poznania

Poniedziałek, 5 października 2009 · Komentarze(0)
Na ostatnią chwilę - nieco od niechcenia - wyszedłem przepalić zeżarte węglowodany.
Jesienna aura zaatakowała chłodem i wilgocią - ale i ezoterycznymi zapachami zgnilizny i obumierającego lata. Chyba dlatego najbardziej lubię jazdę w nocy. W dzień, ludzie i samochody przeszkadzają w kontemplowaniu przestrzeni jaka nas otacza.

Jeździło się nieźle. Noga podawała i trasa była dość szybka. Zlekka późno skończyłem... W robocie znów będzie mordęga... :D

Kolejna skrócona wycieczka....

Czwartek, 24 września 2009 · Komentarze(2)
Z rana noga nie podawała - czułem zmęczenie wczorajszymi wyczynami na szosie.
Popołudniu było jakby lepiej - mimo, ze w nogach czułem jeszcze lekką watę - tempo było ok. Tyle , że jak zwykle Sigma psuła mi nastrój.

Trasa - typowa - bez żadnych rewelacji - tyle , że znów krócej z powodu kolejnej ważnej sprawy... Kiedy to się skończy? :/