Wpisy archiwalne w kategorii

dzień jak codzień

Dystans całkowity:4778.00 km (w terenie 1911.00 km; 40.00%)
Czas w ruchu:198:15
Średnia prędkość:24.10 km/h
Maksymalna prędkość:49.00 km/h
Suma podjazdów:19884 m
Maks. tętno maksymalne:182 (95 %)
Maks. tętno średnie:169 (88 %)
Liczba aktywności:113
Średnio na aktywność:42.28 km i 1h 45m
Więcej statystyk

Trzy razy w trasie

Środa, 23 września 2009 · Komentarze(0)
Dziś glównie szosa - i to dość szybko i daleko.
Z rana - do robo i trochę po lesie - (oczywiście Sigma nie raczyła gadać) - później - po 2 godzinach - wycieczka do VOX-u, czyli 36 km. po ulicach, chodnikach i na szosie. Tempo było doskonałe - w zasadzie non stop powyżej 27 kmph.

Dobrym smaczkiem, była jazda za wywrotką - 45 kmph pod górkę - w stronę katedry.
Niestety - później był korek i musiałem sam zmagać się z wiatrem.

Po powrocie byłem lekko zajechany.

Po robo było juz krócej niż zwykle bo wiatr zaczął wiać i pogoda zrobiła sie bez rewelacji.

Standard

Środa, 9 września 2009 · Komentarze(0)
Typowy program poranny i popołudniowy. Spierd... mi się j.... sigma, więc przebieg jest orientacyjny. Tempo było dobre, więc zakłądam, że średnia była taka jak zwykle.

Trochę to trwało nim otrząsnąłem się po maratonie :D

Typowe kulanie przed i po robo...

Piątek, 28 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Pogoda sprzyjała kulaniu z rana (20 km) i po pracy - jednak nie za długo z powodu pozostałych prac porządkowych po remoncie. Dramat.

Wróciłem mokry jak szmat do podłogi. Odwodnienie totalne. Noga podawała ale było diabelnie duszno.

Nocne, leśne szaleństwo

Poniedziałek, 17 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
No dałem radę. Spragniony kilometrów pojechałem w nocy przez las w stronę Dziewiczej. Kurde... mrożąca krew w żyłach podróż. :D
Ale było nieźle. Wróciłem cały i zdrowy - jak zwykle dzięki Bocialarce :)))

No ale nóżki nieco bolały... Dobrze się za to spało.

Późny start sierpniowy

Poniedziałek, 10 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Ponad tygodniowy wyjazd bez roweru nie przysporzył mi szczególnej paki w nogach - chociaż nosząc Martynę na plecach zostawiłem gdzieś w Alpach kilo sadła :))

Wycieczka miała być raczej odstresowująca - przed jutrzejszymi zabawami w remont - a mimo to udało się nieco pocisnąć asfaltowo - leśnych podjazdów. Nie mam pojęcia jak Sigma zlicza te przewyższenia - ale dałbym głowę, że było tych górek znacznie więcej :/

Tak czy inaczej - teraz codziennie będzie trzeba cisnąć te 50 kilo, żeby nadrobić stracony czas. Nawet jeśli to niemożliwe...

Ostatni lipcowy trip

Czwartek, 30 lipca 2009 · Komentarze(0)
Przed urlopem, pełen plecak klamotów ciążył mi nieco - ale mimo to zrobiłem przyzwoity trip.

Z rana 21 - po pracy 25 - nie było źle.
Cały czas z myślą, o ponad tygodniowej przerwie - i pobycie w Mekce górali - bez roweru :/

Mimo to - trzeba było jakoś po ludzku zakończyć ten miesiąc :)

Dobre, solidne kulanie między pracą a domem...

Poniedziałek, 27 lipca 2009 · Komentarze(0)
Rześki poranek zachęcał do jazdy. Przed robo zrobiłem 20 km - tradycyjną - z grubsza - trasą.
Po pracy - zaliczyłem jez. Swarzędzkie - w ramach tzw. pokuty za haniebny kilometraż w tym sezonie.
Jechało się świetnie - tylko brak bidonu mi nieco doskwierał.
Koniec końców wróciłem w niezłym stanie mimo katowania kilku podjazdów... Z drugiej strony...co to za podjazdy... :D

Dziewicza Góra o poranku

Wtorek, 21 lipca 2009 · Komentarze(0)
Zdegustowany wszawą pogodą w ostatnim czasie - na sam widok słońca rano wystrzeliłem od mechanika - prosto w kierunku dziewiczej - gdzie grzęzłem w błocie i taplałem się w wielkich kałużach po ostatnim deszczu.

Dziewicza zdobyłem - tak jak zawsze - z zadyszką. Zabrakło mi paliwa :(

Osłabienie przeziębieniem dało o sobie znac - droga powrotna była mniej żwawa niż zwykle - ale w granicach przyzwoitości...

Tak czy inaczej - wróciłem nieźle zmęczony. Błoto jednak dało mi radę :/