Przymusowo skrócona wycieczka - jak zwykle z laptuchem na plecach...
A szkoda - bo w drodze powrotnej noga podawała jak smok... Ostatni podjazd na Malcie - 30 kmph - a później prosta ze stałą prędkością 35 kmph. Aż żal wracać do domu...
Wieczorny asfalt. Było szybko i pod górkę. W sumie przez 30 km tempo było równe - później nico zaczęło spadać, w miarę jak czułem coraz silniejszy głód.
Spałem po tym jak niemowlę. Tylko że obudziłem się jakiś taki zmęczony :D
Poranny przejazd - mimo że wysiłkowy, nie zachwycał średnią prędkością. Do tego te poranne, planowe przestoje i ten laptop na plecach :/
Po pracy było dużo lepiej. Nawet zasakująco dobrze. Noga miała parę. Szutrówki na Dębinie i Starołęcki podjazd - wszystko to było za mało żeby mnie powstrzymać :]
Później jeszcze szybka pętelka na "zapleczu" Malty - i - z założenia - relaksująca prosta wzdłuż Malty - ale wiatr przed deszczem skutecznie mnie wychchłał.
Przejazd w czasie pracy :) Szybka wycieczka nad Maltę, żeby obadać formępo wiruchu jaki mnie zmęczył we środę.
Noga podawała - ale tylko na początku - później jednak poczułem solidne zmęczenie. Nie było już tak łatwo - ale ogólnie dośc szybko. Tyle że mało czasu. W końcu praca to praca - nawet jeśli z przerwami...
Płaski i dość łatwy - a jednak zmęczył mnie solidnie. Nie łatwo być amatorem. Ale jest. cel. Może uda się jeszcze w tym sezonie zaliczyć jakiś górski - tyko nad wydolnością muszę popracować...
Jak słowo daję, już nigdy nie będe się nabijał z synoptyków... Miało padać, a świeciło słońce. Wyjechałem z robo, myśląc że sobie pohasam po lesie - noga podawała świetnie - ale w połowie drogi tak mnie spłukało, że chlupało mi w butach.
Jechałem sobie tylko co sił, a grad bębnił mi w kask, zalewając zaparowane okulary wodą. Takiej ulewy dawno już nie widziałem.
Gniew synoptyków jest wielki. Strzeżcie się go... :)
W zasadzie skończyłęm już w poniedziałek, ale... W ramach pokuty za nieobecność w Puszczykowie, zapodałem interwał podjazdowy 10 km (10x podjazd przy wiadukcie) i 20 kilo po asfalcie w godnym tempie (też sporo pod górkę jak by nie było)
Szkoda tych zawodów w błocie. Żałuję cholernie. Ale... nauka zdobyta w traumatycznych warunkach, warta jest najwięcej :)
Po nockach w pracy nie sposób normalnie funkcjonować. Wyjście na trening o północy jest chyba tego dobrym dowodem :)
Asfaltowa przejażdżka z serią długich i szybkich podjazdów. W sumie chodziło głównie o ponowne przyzyczajenie się do SPD - po ponad dwuletniej przerwie. Ale jak się okazuje - z tym jest jak z jazdą na rowerze :D
Może w Puszczykowie na Thule #2 uda się tym razem zachować więcej godności? :)
Katuję siebie oraz KTM Hardbone`a po górkach i wszelkich hopkach - z nastawieniem na XC - chociaż zawsze lubiłem dobrze poskakać i pośmigać wąskimi, krętymi i szybkimi ścieżkami.
Paradoksalnie - dopiero teraz, 31 wiosen na ziemskim padole, mam rower, który w niczym mnie już nie ogranicza...
Tylko czemu czasu tak mało??? :(