Poleciałem przez miasto - tylko asfalt bo było mokro jak diabli - nawet najkrótszy odcinek po gruncie kończył się totalną miazga i syfem na twarzy :/
Przewyżeszenie tylko 176 m. ale po takiej przerwie to chyba wybaczalne. Za to tempo nie było najgorsze... Forma będzie wracać powoli- ale konsekwentnie.
O 8.50 wyjechaliśmy z Jakubem na Dziewiczą. 8 stopni mrozu dawało po nosie - podobnie jak śnieg który zaczął pruszyć nieśmiało w połowie dystansu. narobiliśmy co najmniej dwa niezłe podjazdy na darmo , myląc drogę - ale niespecjalnie nas to zmartwiło.
440 (!) m. przewyższenia to mój osobisty, zmierzony rekord. W Karpatach pewnie było więcej - ale tu mam "instrumentalny dowód" :D.
(czyli o rekord od czasu posiadania nowej Sigmy :D)
Nogi dostały nieco za swoje mimo że tempo nie było szczególne... Jednak zamarznięte, polne wertepy między Gruszczynem a Kicinem wespół z koszmarnym, lodowatym wiatrem dały o sobie znać. Nie mam pojęcia jak Jakub mógł jechać bez okularów?
Koniec końców - Jej Wysokość Dziewicza Góra została zdobyta pośrednio-trudnym podjazdem po liściach. Było ciężko ale bez przesady.
Wycieczka była doskonała. Mam nadzieję, że to zwiastun dobrego sezonu. Tego bym sobie życzył w 2009 :)
Katuję siebie oraz KTM Hardbone`a po górkach i wszelkich hopkach - z nastawieniem na XC - chociaż zawsze lubiłem dobrze poskakać i pośmigać wąskimi, krętymi i szybkimi ścieżkami.
Paradoksalnie - dopiero teraz, 31 wiosen na ziemskim padole, mam rower, który w niczym mnie już nie ogranicza...
Tylko czemu czasu tak mało??? :(