Nocne przepalanie sadła

Poniedziałek, 6 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Przyznam, poczułem impuls do treningów. Mogę nie spać tylko jeździć.
Zmieniłem od dziś dietę - zero zbytecznego cukru - reżim jak u ruskich.

Efekty? Większa witalność i ... hm... mimo braku snu (4 h.) średnie tętno wysżło podejrzanie niskie.
Robiłem długie podjazdy, dobijając max. do 155-160 hbpm.
Ciekawe jak to działa.

Ogólnie - forma bez rewelacji - ale nowe oponki czynią jazdę zauważalnie szybszą.

Cytadela zaliczona

Niedziela, 5 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria nowe klamoty, starty
Heh. Już miałem sobie odpuścić, kiedy tak patrzyłem na mój zwieszony brzuch i gumowe nogi. Ale jakoś nie mogłem po prostu się poddać... Nie na cytadeli.

W ciągu godziny kupiłem komplet opon Panaracera (Dart + FireXC), założyłęm je i poleciałem po numer startowy. Szaleństwo...


Tradycji stało się zadość. Pokonałem paru kapeluchów ale i tak daleko od czołówki
Sukcesy? Olbrzymie!
- Mimo balona jaki mi wyskoczył z pospiesznie założonej opony - dojechałem do mety bez kłopotu. (od startu o tym wiedziałem - stąd moja mina na fotce :D)
- Łańcuch po ponad 6.ooo km nadal działa - i dał radę choć parę razy strzelił na podjazdach (i tak lepiej niż wielkim wymiataczom z xtr-ami :D... technika...)
- Mimo słabej diety - dojechałem bez zawału serca. Choć mogłem jechać mocniej :/
- Mimo wielkiej, grubej p...y na brzuchu - nie połamałem roweru - a wręcz poczyniłem kondycyjny postęp.
Poczyniłem postanowienie... Pokocham leśne podjazdy na Cytadeli - albo znienawidzę mtb. :D
- Nowe opony to sen nocy letniej. 2.1 nie daje takiego poczucia bezpieczeństwa jak 2.5 - ale toczą się cudnie - a w zakrętach rower przechyla się jakby sam miał jechać... (późna nauka... :D)

Teraz, pozostaje tylko wykończyć łańcuch na podjazdach i założyć nowy napęd. Nadal nie mam koronki 32z - ale to detal. W najbliższych dniach to się zmieni.

Krótko acz szybko

Piątek, 3 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Z racji braku czasu postanowiłem nieco mocniej pocisnąć - tym bardziej , że pogoda sprzyjało. Było ciepło, słonecznie i bez większego wiatru.
Nic tylko wybrać się w teren.
Poleciałem do Swarzędza standardowymi ścieżkami - ale za to w dobrym i równym tempie.
Przyznam, że walczyłem dzielnie.
Suma podjazdów bez rewelacji - ale i tak uważam trening za udany.
Tym bardziej, że później już kulałem 15 km z "kadrą juniorek" :D

Powolny trening

Poniedziałek, 30 marca 2009 · Komentarze(0)
Eksperyment z przepalaniem tkanki tłuszczowe (czyli jazda na 65% Hrmax) był trudny ale częściowo się powiódł. Do Swarzędza wytrzymałem - ale później już musiałem pocisnąć bo stawałem się nerwowy :)

Ogólnie krążyłem w rejonie Malty, gdzie nakulałem trochę km po męczącej, nużącej nocce.

Założylem w końcu SPD dzięki czemu jechało się duuużo lepiej niż wczoraj.

Podbudowany teorią na temat corneringu w zakrętach, popróbowałem nieco w terenie - ale za mało.

Przebudzenie

Niedziela, 29 marca 2009 · Komentarze(0)
Po haniebnym przestoju, zaatakowałem walcząc ze zwałami tłuszczu i ledwie bijącym sercem.

Nie było łatwo - ale na pewno przyjemnie. Nie ma to jak skatować się odrobinę, odwiedzając przy okazji wszystkie najlepsze miejscówki po jakich na co dzień się poruszam. Ot - takie swoiste przywitanie nowego sezonu.

Może też jako forma pokuty za absencję na zawodach Thule w Puszczykowie :/
No - ale z tą formą to mogłem co najwyżej pokibicować :D

Wieczorne odrdzewianie mięśni

Sobota, 14 marca 2009 · Komentarze(0)
Cóż. Dwumiesięczna przerwa to dramat :D
Ale nie było aż tak źle.
Napęd dogorywa, a klocki z tyłu to już sama blacha - ale rower nadal mknie jak pocisk :)
Nowy napęd jużna szczęście zamówiony - tylko kiedy to dojedzie? :/

Sama trasa - jak najbardziej standardowa - po miejsckich podjazdach i trochępo błocie jakie zosało z ostatniego śniegu i mżawki.
Jechało sie nieźle, acz wyraźnie szybko spóchły mi nogi. może to jeszcze zmęczenie po nockach.
Czas smarować stawy przed sezonem. Pierwsze zawody Thule: 29.III! (Puszczykowo)

Nocny lot

Niedziela, 1 lutego 2009 · Komentarze(0)
Miało być standardowe 1.40' Ale jakoś tak się świetnie jeździło po tym śniegu że nie mogłem wrócić do domu i tym sposobem zawitałem w domu dopiero dnia następnego :)

Było diabelnie ślisko. Asfal0ty zlodzone i wyślizgane przez samochody skutecznie zniechęcały do używania hamulców.
Za to w lesie - dzięki śnieżnej pokrywie - było tak jasno ze można było pomykać nawet bez oświetlenia.
Nie spotkałem żywego ducha ani nad Maltą - ani nas Wartą.
Księżycowy krajobraz i Coldplay w słuchawkach - tak - to było niezłe :))

Wróciłem lekko wymęczony ale mimo to w niezłej formie. Trzeba zagęścić terminarz treningów żeby w marcu zaatakować co sił w trójgłowym :D

Wieczorne pociskanie po mieście

Sobota, 24 stycznia 2009 · Komentarze(0)
Poleciałem przez miasto - tylko asfalt bo było mokro jak diabli - nawet najkrótszy odcinek po gruncie kończył się totalną miazga i syfem na twarzy :/

Przewyżeszenie tylko 176 m. ale po takiej przerwie to chyba wybaczalne. Za to tempo nie było najgorsze...
Forma będzie wracać powoli- ale konsekwentnie.

Fantastyczny start nowego roku!

Fantastyczny start nowego roku!

O 8.50 wyjechaliśmy z Jakubem na Dziewiczą.
8 stopni mrozu dawało po nosie - podobnie jak śnieg który zaczął pruszyć nieśmiało w połowie dystansu.
narobiliśmy co najmniej dwa niezłe podjazdy na darmo , myląc drogę - ale niespecjalnie nas to zmartwiło.

440 (!) m. przewyższenia to mój osobisty, zmierzony rekord. W Karpatach pewnie było więcej - ale tu mam "instrumentalny dowód" :D.

(czyli o rekord od czasu posiadania nowej Sigmy :D)

Nogi dostały nieco za swoje mimo że tempo nie było szczególne...
Jednak zamarznięte, polne wertepy między Gruszczynem a Kicinem wespół z koszmarnym, lodowatym wiatrem dały o sobie znać. Nie mam pojęcia jak Jakub mógł jechać bez okularów?

Koniec końców - Jej Wysokość Dziewicza Góra została zdobyta pośrednio-trudnym podjazdem po liściach. Było ciężko ale bez przesady.

Wycieczka była doskonała. Mam nadzieję, że to zwiastun dobrego sezonu.
Tego bym sobie życzył w 2009 :)

Udało się. Rok 2008 zamknięty

Środa, 31 grudnia 2008 · Komentarze(0)
Udało się. Rok 2008 zamknięty ze stanem 9001 km na liczniku :)

Musiałem wprawdzie zaryzykować rozwód oraz własne życie - wychodząc w sylwestrowy wieczór na rower - ale... udało się i to jest najważniejsze :)

W lesie było tak ciemno, że strach było w ogóle się rozglądać na boki. Do tego kruki startujące z drzew tuż nad moją głowa... Pełne gacie i pikawa turlająca się gdzieś za rowerem. No - ale nic się nie stało - a tempo - no cóż- bez rewelacji ale za to było kilka podjazdów...

Przewyższenie nie najgorsze jak na ten dystans: 250 m.

Ostatnia przejażdżka w 2008 zamknęła rok z bilansem 3.471 km. Szkoda że nie 3.5oo :) Ale - może tyle było zważywszy okresy z niedziałającym licznikiem ...

Przyszły rok - mam nadzieję będzie lepszy.
Kondycyjnie i pod kątem przejechanych kilo. I oby mój genialny rower nadal tak fenomenalnie mi służył!