Wieczór był tak ciepły, że nie mogłem nawet stestować mojej nowej bluzy KTM. Nic to jednak - bo było tak przyjemnie i noga tak podawała, że aż miło było patrzeć w licznik :)
Niestety, oświetlenie za słabe na jazdę w terenie...
To był całkiem udany dzień ze względu na kondycję i całkiem ładną trasę jaką zrobiłem przed i po pracy (z Laskiem Marcelińskim i Dębiną). Niestety, spotkanie z ziomem się przeciągnęło i musiałem gnać do domu - mimo świetnej dyspozycji. A szkoda. Noga podawała - a pogoda - od paru tygodni jest prost wyborna do jazdy :)
Niestety - mimo pięknej pogody i niezłej dyspozycji - musiałem wracać do domu, żeby wyskoczyć z Zuzką do zębologa. Słowem - nic szczególnego nie nakręciłem. Mówi się trudno.
Coraz częściej używam blatu co jest niechybnym znakiem powracających strzępów kondycji.
Nowe klamoty trzeba było ochrzcić. NO nie da się ukryć, że potrzebna jest regulacja - więc popołudniu nabyłem stojak i z shimanowym manualem będę walczył z oporną przerzutką :)
Noga dziś podawała niemiłosiernie - odjazdy asfaltowe na blacie, proste podobnie. W terenie też nieźle choć nawyk unikania chrupiącego łańcuch trochę mi jeszcze przeszkadza :D
No i skończył się żywot legendarnego łańcucha HG-73. Po ponad 6kkm nie poddał się, ale koronka z przodu już chrupała nie miło.
Po usilnych poszukiwaniach koronki Cro-Mo, kiedy w końcu ją znalazłem na Miodowej u Rybczyńskiego - postanowiłem i tak kupić alu :) (osioł) Potrzaskałem troszkę licznik przy okazji, ale nic mu nie jest prócz lekko pękniętego narożnika szybki.
Zrobiłem w niezłym tempie 40 kilo - ale w dwóch ratach.. :/
Napęd zaatakowałem ok 2o.3o. Skończyłem po 1AM. Porażka... korba nie chciała się poddać... Wymieniłem stożek w piaście z przodu, ustawiłem heble, podmieniłem klocek z przodu- no i zrobiłem refresh dyferencjału. Komplet LX błyszczy aż serce rośnie. Oby wytrzymał tyle co jego poprzednik. Niestety - tym razem konieczna będzie regulacja przerzutki z tyłu. Chwilowo mam 8 biegów :/
Przyznam, poczułem impuls do treningów. Mogę nie spać tylko jeździć. Zmieniłem od dziś dietę - zero zbytecznego cukru - reżim jak u ruskich.
Efekty? Większa witalność i ... hm... mimo braku snu (4 h.) średnie tętno wysżło podejrzanie niskie. Robiłem długie podjazdy, dobijając max. do 155-160 hbpm. Ciekawe jak to działa.
Ogólnie - forma bez rewelacji - ale nowe oponki czynią jazdę zauważalnie szybszą.
Z racji braku czasu postanowiłem nieco mocniej pocisnąć - tym bardziej , że pogoda sprzyjało. Było ciepło, słonecznie i bez większego wiatru. Nic tylko wybrać się w teren. Poleciałem do Swarzędza standardowymi ścieżkami - ale za to w dobrym i równym tempie. Przyznam, że walczyłem dzielnie. Suma podjazdów bez rewelacji - ale i tak uważam trening za udany. Tym bardziej, że później już kulałem 15 km z "kadrą juniorek" :D
Eksperyment z przepalaniem tkanki tłuszczowe (czyli jazda na 65% Hrmax) był trudny ale częściowo się powiódł. Do Swarzędza wytrzymałem - ale później już musiałem pocisnąć bo stawałem się nerwowy :)
Ogólnie krążyłem w rejonie Malty, gdzie nakulałem trochę km po męczącej, nużącej nocce.
Założylem w końcu SPD dzięki czemu jechało się duuużo lepiej niż wczoraj.
Podbudowany teorią na temat corneringu w zakrętach, popróbowałem nieco w terenie - ale za mało.
Po haniebnym przestoju, zaatakowałem walcząc ze zwałami tłuszczu i ledwie bijącym sercem.
Nie było łatwo - ale na pewno przyjemnie. Nie ma to jak skatować się odrobinę, odwiedzając przy okazji wszystkie najlepsze miejscówki po jakich na co dzień się poruszam. Ot - takie swoiste przywitanie nowego sezonu.
Może też jako forma pokuty za absencję na zawodach Thule w Puszczykowie :/ No - ale z tą formą to mogłem co najwyżej pokibicować :D
Katuję siebie oraz KTM Hardbone`a po górkach i wszelkich hopkach - z nastawieniem na XC - chociaż zawsze lubiłem dobrze poskakać i pośmigać wąskimi, krętymi i szybkimi ścieżkami.
Paradoksalnie - dopiero teraz, 31 wiosen na ziemskim padole, mam rower, który w niczym mnie już nie ogranicza...
Tylko czemu czasu tak mało??? :(