Wpisy archiwalne w kategorii

dzień jak codzień

Dystans całkowity:4778.00 km (w terenie 1911.00 km; 40.00%)
Czas w ruchu:198:15
Średnia prędkość:24.10 km/h
Maksymalna prędkość:49.00 km/h
Suma podjazdów:19884 m
Maks. tętno maksymalne:182 (95 %)
Maks. tętno średnie:169 (88 %)
Liczba aktywności:113
Średnio na aktywność:42.28 km i 1h 45m
Więcej statystyk

Katorga w upalny dzień

Piątek, 17 lipca 2009 · Komentarze(0)
Było kosmicznie gorąco - a ja mocno niedospany...
o 0.4o skończyłem jedną wycieczkę, a o 6.45 zacząłem kolejną.

Po powrocie - byłem totalnie odwodniony i zajechany.
Pociłem się jak mops. Ale tempo było zaskakujące. Nawet przy tym ciężkim powietrzu nogi dały radę. :)

Podwieczorny sprint po dziurach

Niedziela, 12 lipca 2009 · Komentarze(0)
Czasu było - jak zwykle mało. Chciałem odreagować odwołanie niedzielnego tripu - stąd zapuściłem się co sił w stronę Dziewiczej.
Tym razem, w 45 minut dojechałem do ostatniego podjazdu przed Kicinem , gdzie zawróciłem i pocisnąłem tą samą drogą do domu.

Tempo było świetne, ale przeziębienie i kaszel dał mi w kość jak wróciłem...

No i - zebrałem plony własnej głupoty... WD-40 na goleniach, zeżarł mi uszczelkę amora.. Będzie to dość kosztowny eksperyment... Choć nie aż tak bardzo jak się spodziewałem... (na szczęście).

Upał, pot i odwodnienie

Piątek, 3 lipca 2009 · Komentarze(0)
Nic dziś nie udało się zgodnie z planem. Zapomniałem zapięcia, nie wziąłem bidonu i do tego kosmicznie spóźniłem się do roboty - i to bynajmniej nie przez bujankę na rowerze. No trudno.

Popołudniu było gorąco - ale zrobiłem karnie 30 km i wróciłem wyschnięty na wiór (mimo tankowania na malcie...)

Szcześliwie jest "mana" w nodze i średnie prędkości nie przyprawiają o smutek :D

Nadrabianie zaległości

Poniedziałek, 15 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Głupotą jest wiara w to, że można nadrobić stracony czas.
Ale nic innego nie pozostaje, kiedy w środku sezonu, w czerwcu ma się przejechane 200 km. Żenada.
Pogoda zniweczyła moje wysiłki - ale kondycja nie zanika.

Przed pracą było miło - 22 km ze średnią 25.5 - po pracy - petarda w nodze i pełna dyspozycja - podjazdy bez litości - powyżej 27 kmph - i takaż średnia

Świetnie było. Dobrze wiedzieć, że kondycja nie poszła do lasu :)

Dziewicza - na szybko...

Niedziela, 7 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Miała być poranna jazda w błocie - z Jakubem - ale z okazji rodzinnych spotkań przełożyliśmy trip na popołudnie.

Koniec końców pocisnąłem sam.

Koszmarnie długa przerwa dała się we znaki - choć noga podawała - pompka wyraźnie nie nadążała za równym i dość szybkim tempem nadawanym przez głowę :D

Ogólnie podjazdy szły gładko i do zielonki doleciałem szybko i bez bólu - mimo błota i wszechobecnej wody po ulewach z ostatnich dni.
Las był mokry i grzązki, toteż wespół z ograniczeniem czasowym - nie dałem rady pocisnąć za wiele - mimo chęci.

Po powrocie czułem nieco nogi - ale ogólnie nie było tak strasznie... CO nie zmienia faktu, że takie przestoje to marnotrawstwo wypracowanej formy. Czas ratować to co pozostało :)

Koniec jojczenia... błoto to nie przeszkoda w treningu.

Mało. Groźnie...

Środa, 3 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Z okazji obowiązków rodzinnych i kitrającej się pogody - musiałem skrócić trip.

Tak na prawdę to miałem lekkie napady lekowe.
Najpierw dwa razy minąłem się z samochodem na grubość lakieru (raz z darciem ryja oczywiście) - a na koniec minąłem się na pełnej wiksie z jakimś koluniem - dirtowcem, który bez hebli, zobaczył mnie jak przecinam mu drogę - kiedy akurat był w powietrzu - pokonując hopkę.
Spociłem się nieco, zatarłem hama, pochyliłem głowę i czekałem na dzwona.
Wyliczyłem, ze trafię go w tylne koło - ale los był dla niego łaskawy. Dostał w biodro moją klamką i poleciał w zarośla. Kołem nawet go nie tknąłem...
Pojechałem dalej niewzruszony.

Obserwująca to panienka chyba zasrała się w majty bo musiało to wyglądać co najmniej efektownie :)

Postanowiłem nie kusić dalej losu w obliczu tych dziwnych zbiegów okoliczności - i powlokłem się do domu...

Jak zwykle - do robo i z powrotem

Wtorek, 26 maja 2009 · Komentarze(0)
Standardowa trasa.
Było bardzo przyjemnie - popołudniu wręcz gorąco - ale noga podawała niesamowicie mimo temperatury.

Wróciłem lekko wysuszony - ale i tak jechało się świetnie...

Dom - robo - dom

Środa, 20 maja 2009 · Komentarze(0)
Noga znów nieźle podawała, więc prócz "programu standardowego" pocisnąłem po pracy parę kilo za Maltą.

A jak szybko było - wystarczy spojrzeć na średnią.
Gdybym miał tyle czasu na treningi co te "cyborgi z bożej łaski" - rozwalił bym ich jak uczniaków :D

Ale nie mam - więc nadal jestem tylko szybkim kapeluchem (ew. turystą) :D

Praca - dom - standardzik

Wtorek, 19 maja 2009 · Komentarze(0)
Ależ noga podawała... Rano śmigałem jak pocisk, ciesząc się ciepłym - ale rześkim, porannym powietrzem. Po pracy - mimo ograniczeń czasowych - tradycyjna trasa - ale w tempie doskonałym.
Jest"Mana", noga podaje, rower jak zawsze niezawodny. To daje chęć do życia :)))

Praca - dom

Piątek, 15 maja 2009 · Komentarze(0)
Standardzik - z rana noga podawała więc poleciałem po Marcelinie. Po pracy - króciutko przez Maltę.

Jak zwykle - ograniczenia czasowe przygnały mnie do domu.