Jarocin - piaskowa rzeźnia

Niedziela, 23 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria starty
Miało być szybko i dobrze - było ciężko, pylaście i makabrycznie.

Piaszczyste zjazdy mnie pokonały (wstyd) - wytrzymałem jako tako kondycyjnie - ale ogólnie miałem za mało paliwa :/

Koniec końców - dojechałem ósmy. Chyba nie najgorzej jak na tak słabe przygotowanie.

Nocne, leśne szaleństwo

Poniedziałek, 17 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
No dałem radę. Spragniony kilometrów pojechałem w nocy przez las w stronę Dziewiczej. Kurde... mrożąca krew w żyłach podróż. :D
Ale było nieźle. Wróciłem cały i zdrowy - jak zwykle dzięki Bocialarce :)))

No ale nóżki nieco bolały... Dobrze się za to spało.

Późny start sierpniowy

Poniedziałek, 10 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Ponad tygodniowy wyjazd bez roweru nie przysporzył mi szczególnej paki w nogach - chociaż nosząc Martynę na plecach zostawiłem gdzieś w Alpach kilo sadła :))

Wycieczka miała być raczej odstresowująca - przed jutrzejszymi zabawami w remont - a mimo to udało się nieco pocisnąć asfaltowo - leśnych podjazdów. Nie mam pojęcia jak Sigma zlicza te przewyższenia - ale dałbym głowę, że było tych górek znacznie więcej :/

Tak czy inaczej - teraz codziennie będzie trzeba cisnąć te 50 kilo, żeby nadrobić stracony czas. Nawet jeśli to niemożliwe...

Ostatni lipcowy trip

Czwartek, 30 lipca 2009 · Komentarze(0)
Przed urlopem, pełen plecak klamotów ciążył mi nieco - ale mimo to zrobiłem przyzwoity trip.

Z rana 21 - po pracy 25 - nie było źle.
Cały czas z myślą, o ponad tygodniowej przerwie - i pobycie w Mekce górali - bez roweru :/

Mimo to - trzeba było jakoś po ludzku zakończyć ten miesiąc :)

Dobre, solidne kulanie między pracą a domem...

Poniedziałek, 27 lipca 2009 · Komentarze(0)
Rześki poranek zachęcał do jazdy. Przed robo zrobiłem 20 km - tradycyjną - z grubsza - trasą.
Po pracy - zaliczyłem jez. Swarzędzkie - w ramach tzw. pokuty za haniebny kilometraż w tym sezonie.
Jechało się świetnie - tylko brak bidonu mi nieco doskwierał.
Koniec końców wróciłem w niezłym stanie mimo katowania kilku podjazdów... Z drugiej strony...co to za podjazdy... :D

Dziewicza Góra o poranku

Wtorek, 21 lipca 2009 · Komentarze(0)
Zdegustowany wszawą pogodą w ostatnim czasie - na sam widok słońca rano wystrzeliłem od mechanika - prosto w kierunku dziewiczej - gdzie grzęzłem w błocie i taplałem się w wielkich kałużach po ostatnim deszczu.

Dziewicza zdobyłem - tak jak zawsze - z zadyszką. Zabrakło mi paliwa :(

Osłabienie przeziębieniem dało o sobie znac - droga powrotna była mniej żwawa niż zwykle - ale w granicach przyzwoitości...

Tak czy inaczej - wróciłem nieźle zmęczony. Błoto jednak dało mi radę :/

Katorga w upalny dzień

Piątek, 17 lipca 2009 · Komentarze(0)
Było kosmicznie gorąco - a ja mocno niedospany...
o 0.4o skończyłem jedną wycieczkę, a o 6.45 zacząłem kolejną.

Po powrocie - byłem totalnie odwodniony i zajechany.
Pociłem się jak mops. Ale tempo było zaskakujące. Nawet przy tym ciężkim powietrzu nogi dały radę. :)

Nocne przepalanie sadła

Czwartek, 16 lipca 2009 · Komentarze(2)
Kategoria nowe klamoty
Po serwisie amora, wypadało stestować jak działa. A że nocka była ciepła i przyjemna - nic lepszego być nie mogło jak mały trip po mieście i okolicznych chaszczach.

W sterach pojawił się mały luz - ale do skręcenia (niedociągnięcie po montażu).
Nowe rękawiczki - nie powiem wygodne - ale niech szlag trafi tych małych, żółtych gnojków szyjących dla Scotta... Ledwie je założyłem - puścił szew i wylazła nitka. Przy butach Etnies, gdzie trafiło mi się dokładnie to samo - zaczynam wierzyć, że to jakiś żółty spisek...



Ogólnie jednak - rower jest w formie. Gumy uszczelniające przetrwały starcie z wd-40 - i obyło się bez kosztownych wymian.
Bocialara tym razem oświetlała drogę dla mnie i Jakuba - i spokojnie dawaliśmy radę... Nie ma to jak diodowy palnik :D

Sama wycieczka - udana, choć nie dość szybka - ale też mało sypiam ostatnio - więc skąd niby ta forma ma się brać? :/