Wpisy archiwalne w kategorii

dzień jak codzień

Dystans całkowity:4778.00 km (w terenie 1911.00 km; 40.00%)
Czas w ruchu:198:15
Średnia prędkość:24.10 km/h
Maksymalna prędkość:49.00 km/h
Suma podjazdów:19884 m
Maks. tętno maksymalne:182 (95 %)
Maks. tętno średnie:169 (88 %)
Liczba aktywności:113
Średnio na aktywność:42.28 km i 1h 45m
Więcej statystyk

Ostatnia trasa w Kaliszfoni,

Piątek, 22 sierpnia 2008 · Komentarze(0)
Ostatnia trasa w Kaliszfoni, tego urlopu.

Przy okazji nawiązałem kontakt z miejscową subkulturą bikerów , dzięki wizycie w sklepie na Częstochowskiej :)

Mam też patent na dojazd do Gołuchowa, szlakiem rowerowym.

Dłuzszy trip po okilicach

Czwartek, 21 sierpnia 2008 · Komentarze(0)
Dłuzszy trip po okilicach Kalisza. Dobra pogoda - troche wiało ale miałem chęc na ucieczkę w kaliskie knieje.

Jak zwykle trafiłem na te same miejscówki co poprzednie razy... nie wiem jak to mozliwe - nawet polne drogi zbiegaja sie w to samo miejsce.

Tak czy inczaczej - trip był całkiem udany. Pokulałem po szutrach i dziurach. było warto.

Powoli czas się zastanowić co z Jarocinem w niedzielę...

Wieczorny przejazd po Kaliszforni

Środa, 20 sierpnia 2008 · Komentarze(0)
Wieczorny przejazd po Kaliszforni - byle tylko przepompowac trochę krwi przez mięśnie.

Cały dzień jakos nie było okazji do wyjscia i do tego fatalnie się czułem.

Jednak ból głowy ustał zaraz po wyjsciu z rowerem. Czy to fizyczne uzależnienie?

Rano szło mozolnie. koszmar.

Środa, 18 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Rano szło mozolnie. koszmar. Dopiero w lesie ożyłem i pohulałem chwilkę po ścieżkach na Marcelinie.

Popołudniu było dużo lepiej - nawet plecak wydawał się nie przeszkadzać - niestety, jak zwykle ograniczony czas zmusił mnie do powrotu. Niemniej jeździło się całkiem nieźle - i tempo było już bardziej godne niż z rana

Klasyczna wyprawa do WPN.

Niedziela, 15 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Klasyczna wyprawa do WPN. Mimo zmęczenia po wczorajszym, wieczornym katowaniu nóg, średnia była godna a szosowe podjazdy poszły gładko.

Nowością było dkrotne pokonanie jebczego asfaltu przed Mosiną. CO ciekawe - drugi raz poszedł szybciej i mniej boleśnie niż pierwszy... - Może to dlatego, że byli kibice <lol>

No i jest nowa ścieżka przy zbiornikach retencyjnych - wprost do szybkiego singla. Piękna sprawa. Wartościowe odkrycie.

W sumie zrobiłem dziś ponad 70 km - ale reszta to z rodzinką, więc trudno to notować jako trening.


Wieczorny przejazd szutrówką

Sobota, 14 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Wieczorny przejazd szutrówką na zapleczu Malty, później interwał szosowy i 10, czy tam 12 podjazdów przy wiadukcie. Pompa na podjazdach dała rade jak nigdy.

Dobra średnia, noga podawała - ale obowiązki wzywały, więc po obowiązkowym dystansie, zlądowałem w domu i wykonałem inne, wieczorne zadania ;)

Z rana - Marcelin przed pracą

Sobota, 7 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Z rana - Marcelin przed pracą - ale krócej niż wczoraj, a po pracy - dębina, starołęka i Malta.

Na dębcu walnął zbiornik z chlorem, więc wolałem tam się nie szwędać...

Nad Maltą znów mięśnie błagały o "rozładowanie napięcia".
38kmph na podjeździe i tyle samo na prostej :D
Gdyby nie autosugestia, że złapałem kapeć, kto wie czy bym jeszcze kilka kilo nie nakręcił..

Upał, upał, upał. I do tego

Wtorek, 3 czerwca 2008 · Komentarze(0)
Upał, upał, upał. I do tego znów mało czasu. Udało się ledwie wyrwać i nakręcić marne 30 km. ale za to w godnym tempie, bez zadyszki :)

Jutro będzie pokuta. Pozatym - musiałem delikatnie rozjeździć podejrzanie mocno zmęczone nogi. Ciekawe, ile nadprogramowo km robię, kulając się leniwie z rodzinką albo bujając się po mieście Myszy cruiserem ..?

Anyway - przedwczorajsze dachowanie zaznaczyło się w sinych barwach na nodze :))
Do tego, podrapane mam całe ramię. NIe wiem co to było za zielsko , ale swędzi jak cholera...

Z rana droga do pacy

Środa, 28 maja 2008 · Komentarze(0)
Z rana droga do pacy + bonus track (Lasek Marceliński - bardzo przyjemny o poranku)

Z powrotem tradycja + objazd po lesie. W sumie czułem zmęczenie w nogach. Czyżby rano było za szybko???

A teraz, bez laptopa - wyraźnie przyjemniej i szybciej...

MIało być pod znakiem

Środa, 21 maja 2008 · Komentarze(0)
MIało być pod znakiem "dajmy odpocząć mięśniom".

Mimo pożądnej diety nadal byłem jakiś wymechłany więc rano jechałem jakoś lajtowo. Prawie jak zdechlak - chociaż czas przejazdu niby był w normie (???)

Powrót był lepszy - bo nogi juz lepiej działały - ale za to cholernie się rozpadało. Zmokłem jak kura. Przynajmniej pojawił sie powód do gruntownego przeglądu napędu i piast. Podmieniłem też oponę z tyłu. Wreszcie znów jest poprawnie założona :lol: