Bez hampla - ale z parą w nogach

Poniedziałek, 12 kwietnia 2010 · Komentarze(0)
Przed pracą nie było turystyki - bo późno wyjechałem.
Za to po pracy - i owszem - w ładnym tempie pokulałem się swoimi ścieżkami.
Można by rzec , że im dłużej jechałem, tym było szybciej...

Jakoś dużo po asfalcie wyszło...
No i trzeba zrobić porządek z tylnym hamplem - bo albo zatłuszczony jest , albo zapowietrzony... Albo mu LHM+ nie służy...
Aż mnie skręca na myśl o ponownym rozkręcaniu tego dziadostwa :|

Krótko i bez rewelacji

Środa, 7 kwietnia 2010 · Komentarze(0)
Mało i krótko bo z plecakiem i zapieczonym cylinderkiem w tylnym hamplu... Jakbym ciągnął przyczepę kempingową...

No i czas na zmianę gum oraz przesiadkę z powrotem na SPD...

Powolny powrót po krótkiej przerwie

Wtorek, 6 kwietnia 2010 · Komentarze(0)
Przez dennych synoptyków spędziłem wielkanoc bez roweru - co skończyło się zamułą totalną. Dzisiejsza pokuta była dotkliwa. Dopiero po 40 minutach złapałem tempo. Nie wiem doprawdy, jak mam pojechać maraton w Dolsku...
Power is out of here... :/

Ciepło i przyjaźnie

Czwartek, 25 marca 2010 · Komentarze(0)
Robo / Dom - znów jakoś na około. Testuje zastępstwo dla SportsTrackera - ale póki co nie ma godnego następcy na Androidzie.
Noga z rana jakoś słabo podawała - bo niedożywiony byłem - ale za półmetkiem jakoś się poprawiło i nabrałem tempa.

Popołudniu - krócej niż zamierzałem - ale i tak było i po mieście - i po lesie...

Dobra pogoda - nóg mi nie szkoda :)

Środa, 24 marca 2010 · Komentarze(0)
Rano zimno jak diabli - ubrany na zimowo - ledwie się wczołgałem na górczyński wiadukt.. Ciężko coś i mozolnie to szło... W lesie trochę lepiej już było - ale i tak wypociłem się jak prosiak.

Popołudniu w planach był dłuższy trip - bo powrót był przez piątkowo - więc po asfalcie kulałem się już całkiem sprawnie.

nie ma jednak co ukrywać - oponki 2.5 mi nie pomagają w windowaniu średniej ...

Miasto: do roboty i z powrotem

Sobota, 20 marca 2010 · Komentarze(0)
Najpierw ciężki plecak - a po robocie - byłem tak zajechany, że nawet nie miałem zmiru do jazdy... Proza pokonała pasję.

Spokojne, miejskie śmiganie

Czwartek, 18 marca 2010 · Komentarze(0)
Miało być spokojnie - dla rozluźnienia - ale przebrzydły wiatr znów zaatakował i nie zawsze było - ot tak sobie z nóżki na nóżkę...

Było parę spraw "na mieście" więc prócz przyjemności udało się tez coś pożytecznego zrobić..
Na przykład kupić dziecku nóżkę do roweru :D I sobie nowe klocuchy do przedniego hampla... Tym razem Clark`s. Niech to... Kosztują prawie połowę klocków Magury...
Skandal :)

Za parę chwil będę je wciskał w zacisk. Zobaczymy jak długo pocisną. To już 3ci zestaw...

Błotna przeprawa przez Zielonkę

Środa, 17 marca 2010 · Komentarze(1)
Kategoria longtripy
To nie była łatwa wycieczka. Z gatunku tych co to się jedzie i podziwia widoki.
Wiedziałem, że w lesie będzie błoto i topniejący śnieg - ale to co zastałem i tak zdołało mnie zaskoczyć.

Miejscami jechało się spoko - zwłaszcza tam gdzie był ubity śnieg i lód. Diesel daje radę w takich warunkach i było luksusowo..
Ale pół metra śniegu to już nie przelewki...





Droga między Wierzenicą a Kicinem to był jakiś koszmar...
Podjazd pod Dziewiczą był przy tym jak bułka z masłem.

Syf odkładał się na kilogramy - wiec momentami obrzucałem napęd śniegiem co zapobiegało haczeniu się łańcucha... Tanie i skuteczne :)



Ale hample nie dały się tak obłaskawić - z przodu - okładzina się skończyła - a tłoczek od błota się chyba poddał. Ustąpił dopiero po myciu na myjni...

Ogólnie - wróciłem zajechany jak mops. To czego nie dało mi rady zrobić błoto - zrobił wiatr. Cholerny, silny wicher, który dmuchał na każdej otwartej przestrzeni. Niech go... szlag.

Tym niemniej - wycieczka ciekawa :) I kilometry zjedzone...

Nocny trip po przestoju

Czwartek, 11 marca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria nocnetripy
Typowe nocne kulanie.

Po przerwie było ciężko.
Mimo treningu z trenażerem - prawdziwe podjazdy nieco dały mi w kość... Chyba szkoda czasu na pedałowanie w miejscu.
Pora się przestawić na prawdziwy rower i siłownię.

Makabryczna kaźnia

Piątek, 8 stycznia 2010 · Komentarze(0)
Kategoria nocnetripy
Dużo śniegu. Zmarzniętego na maksa, podziurawionego nogami przechodniów.
Gdziekolwiek się kulałem - wszędzie syf i grengolada.
Wróciłem zajechany jak pies.
Po tej wycieczce nastąpiła długa pauza. Śnieg mnie zbrzydził :/