NIe było źle. Na początku przynajmniej. Tempo było znośne, mimo przeziębienia i ogólnego osłabienia. To miałą być wycieczka z gatunku "zdrowotnych" - ot - żeby się lepiej oddychało.
Skończyło się paną złapaną Bóg wie gdzie - i dachowaniem 50o m. od domu - w podejrzanie głębokiej, zbyt słabo zamarzniętej kałuży. Salto mortale, rower ubłocony jak prosię i obite nery - taki był końcowy bilans wycieczki. Dodam jeszcze , że zamiast poprawy - złapał mnie tak kur... katar, że przez dwa dni na jedno oko prawie nie mogłem patrzeć :/
Kontakt z lodem i śniegiem zaliczony... Przerwa poczyniła spustoszenie w wydolności, ale już po godzinie jazdy mięśnie przypomniały sobie melodię... Szkoda tylko że zgłodniałem i zrobiło się dość późno :/ Następna wycieczka wyznaczy absolutne minimum dla teog sezonu zimowego - zakładam że będzie to 30 km. z czego 10 w terenie. I oby udało się pocisnąć :D
Wszytskim bajkerom i bajkerkom - z okazji Nowego Roku - Serdeczne: Darz Bór :D
Ostatni wycieczka.. .takie małe podsumowanie sezonu... W sumie to po dłuższym przestoju - bo jak wiadomo - starość nie radość. Dupa puchnie i się ruszyć nie chce na ten mróz.. ALe nowa kominiarka dała radę... Trzeba jeszcze tylko dokjupić nowe okulary do jazdy nocnej...
Sezon... Cóż. Rozczarowanie... Zaledwie 2.745 km. Mało. Dużo za mało.. ALe następny będize lepiej - zaczną się maratony , których tym razem nie odpuszczę, bo wreszcie mam z kim jechać. I oby tak się stało. 5kkm to minimum w tym sezonie mam nadzieję... Się okaże.
Forma wraca... Dwa szybkie odcinki pokazały, że w nogach nazbierało się pary pod dostatkiem :)
Dziś przebieg już bardziej godziwy - gdyby tak się dało codziennie ... Niestety - zmiana pracy - choć pozytywna - spowodowała pożegnanie z Cytadelą i pętelka na Malcie :( - bo to przecież zupełnie nie po drodze :/
Rześki i wypoczęty, pomykałem jak pocisk. Niestety - jak zwykle czasu było za mało żeby porządnie się pokulać po górkach... A szkoda - bo pogoda ładna.
"Dzień bez samochodu" - czyli żadna nowość :) Ale, że gadżety w firmie mieli losować - wypełniłem kuponik :D Droga do robo była już lżejsza. Jak widać - odzyskanie formy jest nieco łatwiejsze niż jej wypracowanie od podstaw...
Dobry poranek i świetne popołudnie. Doskonała pogoda i świetna kondycja. 30 kmph na podjazdach i 40 na prostej... Na moim ogumieniu to już jest nieźle ;)
Katuję siebie oraz KTM Hardbone`a po górkach i wszelkich hopkach - z nastawieniem na XC - chociaż zawsze lubiłem dobrze poskakać i pośmigać wąskimi, krętymi i szybkimi ścieżkami.
Paradoksalnie - dopiero teraz, 31 wiosen na ziemskim padole, mam rower, który w niczym mnie już nie ogranicza...
Tylko czemu czasu tak mało??? :(