Zgodnie z oczekiwaniami - cytadela

Niedziela, 6 kwietnia 2008 · Komentarze(0)
Zgodnie z oczekiwaniami - cytadela mnie skatowała.
Pierwszy raz w kategorii z emerytami, złapałem taką zadychę że cud, że przeżyłem.

Pogoda piękna, warunki sprzyjające, ale kondycji - zwyczajnie za mało...

Dobrze, że chociaż Zuza uratowała honor rodziny - zdobywając cudnym debiutem - złoty medal :D

Co można rzec... Duma rozpiera, Panie, duma i radość wielka... :)

Było chłodno - ale prawdziwa

Piątek, 4 kwietnia 2008 · Komentarze(0)
Było chłodno - ale prawdziwa przeszkodą był całkowity brak pary w nogach. Dlaczego? Pojęcia nie mam. Zaczynam wątpić czy jest sens startować w niedzielę. To będzie rzeźnia aż przykro... Ale ambicja cierpi niemiłosiernie.

Cholerna pogoda. dziadowaty

Czwartek, 3 kwietnia 2008 · Komentarze(0)
Cholerna pogoda. dziadowaty deszcz zmusił mnie do powrotu ledwie zdąrzłem złapać optymalne obroty.
Skończyło się przejażdżką. Po powrocie z miejsca oczywiście przestało padać - ale nie miałem czasu na kolejne wyjście :/

Dziś było nieźle. POpołudniu

Wtorek, 1 kwietnia 2008 · Komentarze(0)
Dziś było nieźle. POpołudniu nogi się spisały - wróciłęm bez uczucia skrajnego wycieńczenia. Było nieźle. Chociaż głównie po flacie - ale i tak jest pewien progres.



Może uda się uniknąć wstydu na cytadeli? Nie no - nie można mieć złudzeń :D
Ale pentelka wygląda nieźle... :)

Super aura - i dużo lepsza

Poniedziałek, 31 marca 2008 · Komentarze(0)
Super aura - i dużo lepsza kondycja - choć rano się na to nie zapowiadało.
Tak czy inaczej - czasu było za mało żeby coś więcej nakręcić - ale co nieco udało się nakulać.



Niestety, okazuje się, że pomiar wysokości koło budynków i z odbiornikiem w plecaku - zawiera dziwne błędy - stąd wyolbrzymiony pierwszy i ostatni podjazd...
Na szczęście przebieg trasy jest bez zarzutu :)

Tym samym - prezentuję moją "najkrótszą" drogę z/do pracy ;)

Piękna pogoda - ale na tym

Niedziela, 30 marca 2008 · Komentarze(0)
Piękna pogoda - ale na tym koniec zachwytów. Początki były obiecujące - ale chyba GPS ważył za dużo... Do domu wracałem ostatkiem sił. A to ledwie 34 km.

Nowością jest profil pionowy trasy: (OziExplorer to naprawdę przyjemny toolik)



Były grubsze podjazdy, ale ogólnie trzeba sobie jasno powiedzieć - forma wraca w depresyjnym tempie :|
Trasa rozwlekła - ale turystyczna ogólnie...
Mile zaskoczyła oponka Kendy (BlueGroove) - na stromych, luźnych podjadach ledwie uskakiwała. Duże zaskoczenie... Pozytywne. Podobieństwo do MAxxisa jej służy jak widać)



Jutro - rowerkiem do pracy. Trzeba łapać kondychę. Każdy km na wagę złota...

MIało być szosowo i wydolnościowo

Piątek, 28 marca 2008 · Komentarze(0)
MIało być szosowo i wydolnościowo - ale lekki wiatr i "pełne zatoki" dały znać o osbie. Pokulałem się po asfaltach i zrobiłem kilka podjazdów.

Rower jest gotów na Thule - ze mna nieco gorzej.
Czasu coraz mniej no i ta pogoda... Oby teraz była już ok.
Plan jest prosty: codziennie od 30 do 40 km. Przymusowo. :)
Auto zostaje w rękach Dziuni, która będzie nim wozić resztę rodziny :)

No jak na 30-letniego stetryczałego

Niedziela, 16 marca 2008 · Komentarze(1)
No jak na 30-letniego stetryczałego i rozleniwionego zimą dziadka - to tempo było godne. pierwszy mocniejszy rozruch przy sensownych temperaturach. Było doskonale, choć pompa ledwie dawała radę - na początku. Potem już był trans W sumie to kończyłem z uczuciem, że mięśnie mają w sam raz...

A... no i wreszcie tarcze nie tarły. Opłaciło się nieco pogrzebać...

Do pierwszego Thule - co raz mniej czasu... Wielkanoc koniecznie z rowerem!

Takie tam... zimowe męczenie

Piątek, 15 lutego 2008 · Komentarze(0)
Takie tam... zimowe męczenie buły prawie zawalu dostałem. coś ciężko na tych nowych oponach się jechało... Kenda Blue Dragon - no niby dobrze się toczą, ale czułem się jakbym zastęp żółwi musiał holować :/

Pana zreperowana, nery wygojone,

Środa, 16 stycznia 2008 · Komentarze(0)
Pana zreperowana, nery wygojone, katar zgrubsza zażegnany. Kupiłem też nową opone w miejsce sfatygowanej po 5.5oo km Schwalbe Fat Albert. DObrze służyła - ale mam jużdość łatania dentki...

Nowa opona nie błysnęła niczym szczególnym - w sumie to oszpeciłem sobie nią nieco rower - ale to w końcu i tak rozwiązanie tymczasowe.

Dziś jeździło się ogólnie raczej ciężko. Podjazdy męczyły jak diabli. Odwilż, błoto, średnio fajnie - ale musiałem przepalić nieco tłuszcz skumulowany na tyłku :D

Mimo lodu na wielu odcinkach - obyło się bez incydentów...